Kontynenty 4/2016
02.03.2017

Żywi czy martwi?

Oca­leni

Rzadko się zda­rza, by zagi­niony jed­nak się odna­lazł. To pra­wie nie­moż­liwe. W więk­szo­ści przy­pad­ków mijają całe lata bez naj­mniej­szej wie­ści o miej­scu pobytu ofiar. Przy­jeż­dżam do Guada­la­jary na dzień przed drugą debatą mię­dzy kan­dy­da­tami na sta­no­wi­sko pre­zy­denta kraju. Mamy 9 czerwca 2012 roku. Wkrótce ulice mia­sta wypełni mani­fe­sta­cja spo­łecz­nego ruchu #YoSoy­132. To pro­test prze­ciwko poro­zu­mie­niu pomię­dzy kan­dy­da­tem PRI a Tele­visą.

Jest sło­neczny cie­pły pora­nek. Dopro­wa­dze­nie do spo­tka­nia z Migu­elem, chło­pa­kiem, który zdo­łał zbiec, ale woli o tym nie mówić, kosz­to­wało mnie wiele trudu. Jego strach jest zro­zu­miały, trudno mu się dzi­wić. Dopiero po dłu­gich per­trak­ta­cjach, pod­czas któ­rych zapew­niam go, że nie zosta­nie ziden­ty­fi­ko­wany, zga­dza się opo­wie­dzieć swoją histo­rię.

Żywi czy martwi

Spo­ty­kamy się w miej­scu publicz­nym, nie­opo­dal kościoła Expia­to­rio; Migu­elowi dotrzy­muje towa­rzy­stwa sio­stra. Na powi­ta­nie ści­skamy sobie dło­nie. Chło­pak cały czas ner­wowo roz­gląda się wokół, o ile nie wbija wzroku w zie­mię. W jego spoj­rze­niu widać nie­po­kój, nie­uf­ność i smu­tek. Sia­damy na schod­kach za kościo­łem, pośród wiel­kich figur z czar­nego brązu, które zdo­bią to miej­sce. Wyobra­żają nie­po­ko­jące posta­cie o dłu­gich paję­czych nogach, kor­pu­sach żółwi i ludz­kich gło­wach. Na sie­dząco Miguel przy­po­mina dziecko; szczu­płe, bar­dzo drobne ciało i fry­zura spra­wiają, że wygląda na nasto­latka.

– Od czego zaczniemy? – pyta nie­spo­koj­nie.

– Jak wolisz. Po pro­stu opo­wiedz mi, co się stało…

Mówi z pew­nym tru­dem, jak gdyby sam fakt ubie­ra­nia w słowa wspo­mnień spra­wiał mu fizyczny ból. Czę­sto prze­rywa, popada w dłu­gie chwile mil­cze­nia. Głos ma cichy, oczy wbite we wła­sne dło­nie, które bez­u­stan­nie się poru­szają, jakby nie umiały zaznać spo­koju.

– Wyje­cha­łem z naszej wsi w sta­nie Oaxaca pra­wie rok temu – zaczyna. – Chcia­łem odwie­dzić brata, który mieszka w Maza­tlán, w Sina­loa. Jecha­łem auto­bu­sem. Wysia­dłem w Tepic, żeby pójść do ubi­ka­cji, ale zaga­pi­łem się i auto­bus mi uciekł. Zde­ner­wo­wa­łem się, bo w środku zostały moje rze­czy. Posze­dłem poga­dać z pra­cow­ni­kami dworca, żeby się dowie­dzieć, czy wymie­nią mi bilet, ale powie­dzieli, że się nie da. Mówili, że muszę kupić drugi. A ja nie mia­łem pie­nię­dzy. Popro­si­łem, żeby mi pomo­gli, bo nie mam na bilet, ale nic z tego, nie chcieli. Więc wysze­dłem z dworca i zaczą­łem łazić po mie­ście; mia­łem nadzieję, że znajdę jakąś robotę, która pozwoli mi zaro­bić tro­chę kasy.

Miguel był zagu­biony. Sam w Tepic, gdzie nikogo nie znał, bez gro­sza przy duszy.

– Wtedy po raz pierw­szy w życiu wyje­chał z naszego ran­cza – wyja­śnia jego sio­stra.

Przez dwa dni szu­kał pracy, która pozwo­li­łaby mu zaosz­czę­dzić na bilet. Pierw­szą noc spę­dził na ulicy, nie­da­leko dworca auto­bu­so­wego. Był lipiec, dość cie­pło, noc wyda­wała się spo­kojna. Miguel chciał tylko, nikomu nie wadząc, odpo­cząć. Obu­dziły go kop­niaki. Dwaj męż­czyźni, dwa cie­nie, cztery glany, które zapa­mię­tale kopały go w brzuch. Miguel obu­dził się prze­ra­żony, nie mógł krzy­czeć, bo bra­ko­wało mu tchu. Tamci mieli na sobie poli­cyjne mun­dury.

Antro­po­mor­ficzne posągi obser­wują nas w mil­cze­niu. Mia­sto Guada­la­jara czeka na drugą debatę pre­zy­dencką. Miguel jest teraz bar­dzo sku­piony, pogrą­żył się we wspo­mnie­niach. Pamięta, że wstał, pró­bu­jąc zro­zu­mieć, co mówią do niego poli­cjanci. A mówili, żeby stam­tąd poszedł, żeby się wyno­sił, że tam nie wolno spać. Potem cięż­kie ręce prze­szu­kały jego kie­sze­nie. Zabrali nie­liczne monety, jakie mu zostały. „Jesz­cze raz się tu poka­żesz, a spu­ścimy ci taki wpier­dol, że wła­sna matka cię nie pozna”, powie­dział jeden z funk­cjo­na­riu­szy. „Wypier­da­laj w pod­sko­kach, pie­przony Indiańcu”, dorzu­cił drugi.

– Tak mnie zosta­wili, bez niczego, zabrali mi wszystko – wspo­mina Miguel, wykrę­ca­jąc palce.

 

Frag­ment pocho­dzi z książki pt. Żywi czy mar­twi? Porwa­nia ludzi w Mek­syku jako narzę­dzie ter­roru autor­stwa Fede­rico Mastro­gio­vanni w prze­kła­dzie Mag­dalny Olej­nik, która tra­fiła do sprze­daży pod patro­na­tem „Kon­ty­nen­tów” w dniu 1 marca 2017 roku.

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE