fbpx
Wlasnie Izrael

Zapra­szamy w podróż inną niż zwy­kle. Zabar­wioną aneg­do­tami, żywą, przy­ja­ciel­ską poga­wędkę o współ­cze­snym Izra­elu, jego burz­li­wej histo­rii, kul­tu­rze i per­spek­ty­wach. Podróż ta zabie­rze nas do serca kraju, o któ­rym tak wiele sły­szymy i tak nie­wiele wiemy.

Książka „Wła­śnie Izrael” Elego Bar­bura i Krzysz­tofa Urbań­skiego, która uka­zała się 1 wrze­śnia nakła­dem wydaw­nic­twa Porad­nia K pod patro­na­tem „Kon­ty­nen­tów”. To solidna por­cja wie­dzy o współ­cze­snym Izra­elu, jego histo­rii i kul­tu­rze, któ­rej próżno szu­kać w tra­dy­cyj­nych prze­wod­ni­kach czy publi­cy­styce. Pre­zen­tu­jemy frag­ment książki pocho­dzący z roz­działu „Izra­el­czycy”.

Liczba lud­no­ści Izra­ela prze­kro­czy w naj­bliż­szym cza­sie dzie­więć milio­nów. Sami Izra­el­czycy mówią o sobie, że two­rzą kon­glo­me­rat skła­da­jący się z ludzi pocho­dzą­cych ze stu jeden kra­jów. Jed­no­cze­śnie jest to jedyne pań­stwo demo­kra­tyczne na świe­cie, gdzie dotych­czas nie uchwa­lono kon­sty­tu­cji. Ale też jest to pań­stwo, w któ­rym mał­żeń­stwa homo­sek­su­alne są legalne, a geje i les­bijki mogą adop­to­wać dzieci.

Czy współ­cze­sny Izrael speł­niałby ocze­ki­wa­nia pierw­szych syjo­ni­stów, któ­rzy kie­dyś wymy­ślili i wywal­czyli ten kraj?

Głów­nym spraw­dzia­nem powinno być to, czy Izrael stał się w końcu nor­mal­nym kra­jem, a to bynaj­mniej nie jest takie pewne. Podej­rze­wam skry­cie, że syjo­nizm to jedyny z tych pomy­słów XX wieku, który jako tako spraw­dza się w prak­tyce. Oczy­wi­ście, podob­nie jak w wypadku bol­sze­wi­zmu czy faszy­zmu, nie udały się eks­pe­ry­menty z „nowym czło­wie­kiem”. Ale na tym zapy­zia­łym skrawku Azji, w warun­kach sta­łego zagro­że­nia, udało się jed­nak stwo­rzyć coś nowego. Nie mam poję­cia, jak oni to zro­bili, ale z tego całego zamie­sza­nia powstał tutaj cał­kiem cie­kawy współ­cze­sny naród. A prze­cież mowa o kra­iku, który na mapie świata wygląda jak prze­ci­nek, z nazwami miast wysta­ją­cymi nad Morzem Śród­ziem­nym… Wszystko tutaj, w tym sym­bole pań­stwa, stwo­rzone zostało w zasa­dzie „z niczego”. Ze strzę­pów jakichś… Godło pań­stwowe to menora z Łuku Tytusa w Rzy­mie, flaga z modli­tew­nego talitu w nie­bie­skie pasy, hymn naro­dowy Hati­kwa to melo­dia Dwo­rzaka, naro­dowy taniec hora – prze­jęty od Rumu­nów, pio­senki ludowe od Rosjan, nawet naro­dowa potrawa fala­fel – od Ara­bów. Jedy­nym nie­pod­wa­żal­nym izra­el­skim wyna­laz­kiem – jeśli jeste­śmy już przy gastro­no­mii – jest szny­cel w placku pita. W dodatku nie tak dawno oka­zało się jesz­cze, że eto­sowa pieśń Jeru­sza­laim szel zahaw (Złota Jero­zo­lima), która w okre­sie wojny sze­ścio­dnio­wej stała się nie­mal dru­gim hym­nem naro­do­wym, to zapo­ży­cze­nie ze sta­rej koły­sanki baskij­skiej.

Ale jakie wła­ści­wie jest to spo­łe­czeń­stwo?

43 Bnei Brak F1020036W sen­sie oby­cza­jo­wo­ści są to kli­maty śród­ziem­no­mor­skie zmik­so­wane z Orien­tem i pol­skimi kre­sami; cha­sy­dami, hip-hopem, jogą i kabałą; japońsz­czy­zną, buzuki i arab­skim tań­cem debka, hi-tech i z glo­ba­li­zmem. Ktoś okre­ślił to mia­nem „sushi w picie”. Pita to popu­larny w Izra­elu arab­ski pszenny pla­cek, pusty w środku, do któ­rego możesz wrzu­cić wszystko, co zechcesz. Coraz mniej w tym wszyst­kim „euro­pej­sko­ści”. W miarę upływu lat docho­dzi do tego odczu­cie pustki po ofia­rach Holo­kau­stu.

Dru­gie i trze­cie poko­le­nie uro­dzone tutaj, czyli sabry – jacy to ludzie?

Znacz­nie mniej przej­mują się etniczną przy­na­leż­no­ścią – asz­ke­na­zyj­ską czy sefar­dyj­ską – niż poprzed­nie poko­le­nia. Korze­nie nie mają dla nich zna­cze­nia, liczy się pozy­cja spo­łeczna, a nie to, skąd pocho­dzą rodzice. Są bez­po­średni, hała­śliwi i pewni sie­bie, trak­tują bycie Izra­el­czy­kiem jako zro­zu­miałe samo przez się; ambitni, zdolni i otwarci na świat, choć jed­no­cze­śnie dosyć toporni i powierz­chowni. W ogóle nie uży­wają miga­czy na skrę­tach, co jest nad wyraz wku­rza­jące.

(…)

Dla­czego Izrael jest jedy­nym kra­jem demo­kra­tycz­nym, gdzie nadal nie ma kon­sty­tu­cji?

Kon­sty­tu­cji fak­tycz­nie nigdy nie uchwa­lono, gdyż sprze­ci­wiają się temu orto­dok­syjni Żydzi. Ich zda­niem jedyna kon­sty­tu­cja dana została raz na zawsze przez Boga i nazywa się Tora, wiec żad­nych innych nie trzeba. Z bie­giem lat Kne­set uchwa­lił więc jedy­nie „ustawy zasad­ni­cze”, które jakoś tam wypeł­niają lukę. W razie potrzeby wszystko opiera się o Sąd Naj­wyż­szy, który kil­ka­na­ście lat temu dostał nowy sty­lowy gmach w Jero­zo­li­mie, bo przed­tem gnieź­dził się w rude­rze. Wciąż funk­cjo­nuje sporo ustaw z cza­sów angiel­skich, a nawet osmań­skich… Na przy­kład: rząd na pod­sta­wie daw­nego prawa bry­tyj­skiego może wyda­wać „przy­mu­sowe nakazy pracy”, jeśli zastraj­kują nagle kon­tro­le­rzy lotów lub leka­rze, pie­lę­gniarki i stra­żacy.

(…) W tym roku Izrael obcho­dził sześć­dzie­siątą ósmą rocz­nicę  powsta­nia, choć świat nie wie­rzył, że prze­trwa pierw­szą wojnę w 1948 roku. Przez cały czas cho­dzi mi po gło­wie, że tak naprawdę Izrael w dużym stop­niu powstał z despe­ra­cji, sza­leń­stwa, roz­pa­czy i nie­zwy­kłej deter­mi­na­cji garstki ludzi…

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE