fbpx
Polecamy! Magazyn Kontyneny

Bene­dykt Polak

Pol­ski mnich, który jako pierw­szy Euro­pej­czyk opi­sał stepy Azji  i zwy­czaje wład­ców Mon­go­lii

Na początku XIII wieku na Europę padł blady strach. Wojow­nicy z dale­kiego kraju ze wschodu wle­wali się w gra­nice euro­pej­skich państw i pod­bi­jali kolejne zie­mie. Bły­ska­wicz­nie zdo­by­wali mia­sta i je gra­bili, a armie lokal­nych wład­ców roz­bi­jali w puch. W 1241 roku wygrali pod Legnicą bitwę z armią pol­ską wspie­raną przez woj­ska z zachodu. Jedyne, co wie­dziano o najeźdź­cach, to znano ich nazwę – Tata­rzy. Było to pół wieku przed podróżą słyn­nego Marco Polo do Azji, kiedy wschodu jesz­cze nikt nie odkrył i nie opi­sał. Nikt nie wie­dział więc jesz­cze, skąd pocho­dzą tatar­skie woj­ska, jakie są zwy­czaje Tata­rów, jak wyglą­dają ich wie­rze­nia, jakie budują mia­sta i gdzie, ani nawet czego chce ich władca.

W tej sytu­acji sprawy w swoje ręce posta­no­wił wziąć papież, który w owych cza­sach miał o wiele więk­szą wła­dzę niż dzi­siaj. Był nie tylko zwierzch­ni­kiem wszyst­kich wie­rzą­cych, ale także mia­no­wał kró­lów i czę­sto oso­bi­ście dowo­dził armią. Posta­no­wił wysłać na wschód, do tatar­skich krain, swo­ich wysłan­ni­ków. Miała to być misja kra­jo­znaw­cza i dyplo­ma­tyczna – posło­wie mieli bowiem zawieźć list od papieża. Ale nie tylko – miała to być także misja szpie­gow­ska. Zada­niem podróż­ni­ków było rów­nież roz­po­zna­nie, jak wygląda tatar­ska armia i jakie mieć może sła­bo­ści.

Misję ową papież powie­rzył czte­rem zespo­łom. Po trzech ślad zagi­nął albo zawró­ciły, nim cokol­wiek udało im się odkryć. Tylko jedna ekipa osią­gnęła cel. Było w niej dwóch zakon­ni­ków, fran­cisz­ka­nów z Pol­ski – Gio­vanni da Pian del Car­pine, pro­win­cjał (szef) zakonu oraz mnich Bene­dykt Polak. Polak to nie było jego nazwi­sko, lecz przy­do­mek – praw­dziwe znik­nęło w mro­kach dzie­jów. Bene­dykt Polak praw­do­po­dob­nie był kie­dyś ryce­rzem, praw­do­po­dob­nie uro­dził się około 1200 roku, ale gdzie? – tego nie wia­domo.

Wia­domo za to na pewno, że obaj wędrowcy wyru­szyli w 1245 roku z Lyonu, gdzie rezy­do­wał wów­czas papież, i że przez Niemcy i Cze­chy dotarli do Wro­cła­wia, a stam­tąd do jed­nego z głów­nych miast ówcze­snej środ­ko­wej Pol­ski – Łęczycy. Tu zabrali ogromne ilo­ści skór bobrów i bor­su­ków oraz kosz­tow­no­ści – wszyst­kie one miały być pre­zen­tami dla róż­nych urzęd­ni­ków i dla samego tatar­skiego chana (władcy). Wzięli udział w poże­gnal­nej mszy w ist­nie­ją­cej do dziś archi­ka­te­drze w Tumie pod Łęczycą  i ruszyli  do  Kra­kowa,  skąd  zabrali tłu­ma­czy  i prze­wod­ni­ków  po tere­nach  Rusi  (dzi­siej­sza Ukra­ina i Rosja). Bene­dykt był odpo­wie­dzialny za pro­wa­dze­nie kro­niki wyprawy. Opi­sy­wał wszystko, co się wyda­rzyło pod­czas drogi. Dzięki niemu wiemy, że gdy spo­tkali pierw­szych Tata­rów na Rusi, ci przy­jęli pre­zenty i pomo­gli wędrow­com w podróży na wschód. Pozwo­lili im uży­wali koni, które Tata­rzy trzy­mali na posto­jach dla swo­ich posłań­ców roz­wo­żą­cych pocztę. Dzięki temu, że czę­sto zmę­czone wierz­chowce wymie­niali na wypo­częte, podró­żo­wali w nie­by­wa­łym w tam­tych cza­sach tem­pie nawet  100 km dzien­nie. Jechali przez Kijów, Saraj Batu, minęli Morze Kaspij­skie i Jezioro Aral­skie, dotarli do Jan­gi­kentu, aż wje­chali na zie­mie nie­znane wcze­śniej żad­nemu Euro­pej­czy­kowi. Jechali przez stepy, przez zimne pusty­nie i wiel­kie góry Azji – Tien-szan i po wielu mie­sią­cach podróży wje­chali do Kara­ko­rum, mia­sta, które było sto­licą pań­stwa mon­gol­skiego, z któ­rego wywo­dzili się Tata­rzy.

Spę­dzili tam cztery mie­siące, pod­czas któ­rych Bene­dykt opi­sy­wał zwy­czaje Mon­go­łów, ich bogac­two, wie­lo­na­ro­dowy i wie­lo­kul­tu­rowy dwór oraz wszystko, co mogłoby zain­te­re­so­wać Euro­pej­czy­ków  lub pomóc im w walce z Tata­rami. Gdy przy­je­chali, aku­rat odby­wały się wybory nowego chana. Kiedy nowy władca o imie­niu Gujuk-chan zasiadł na tro­nie w Kara­ko­rum, udzie­lił przy­by­szom audien­cji.  Przy­jął list od papieża i marne resztki, jakie zostały posłom z wie­zio­nych pre­zen­tów. Nie dał się namó­wić na przy­ję­cie chrze­ści­jań­stwa ani na pod­da­nie się Euro­pej­czy­kom. Wrę­czył za to list do papieża, w któ­rym zażą­dał, by kró­lo­wie z Europy i papież odda­wali mu cześć! Z tym posła­niem i baga­żem boga­tych doświad­czeń podróż­nicy ruszyli w drogę powrotną do Lyonu. Dotarli przed obli­cze papieża pod koniec 1247 roku po pra­wie trzech latach podróży. Ich rela­cje zawarte w „Histo­rii Mon­go­łów, któ­rych my nazy­wamy Tata­rami” oraz „Spra­woz­da­niu z wyprawy braci mniej­szych do Tata­rów” stały się bez­cen­nym źró­dłem wie­dzy o dale­kich wschod­nich kra­jach i ich miesz­kań­cach przez wiele stu­leci.

Wie­kowy kom­pan podróży Bene­dykta zmarł kilka lat po powro­cie do Europy. Gdzie i kiedy zmarł Polak ani gdzie został pocho­wany, nie wiemy. Jego grobu nie odkryto do dziś.

W roku 2015 Bene­dykt Polak został patro­nem nagrody przy­zna­wa­nej przez Oddział Pol­ski The Explo­rers Club. Jej lau­re­atami są wybitni odkrywcy i podróż­nicy, a wrę­czana jest ona uro­czy­ście w archi­ko­le­gia­cie w Tumie pod Łęczycą.


Prze­czy­ta­li­ście wła­śnie frag­ment ksiązki „Wielcy odkrywcy” autor­stwa Mar­cina Jam­kow­skiego i Karola Bana­cha wyda­nej nakła­dem wydaw­nic­twa „Dwu­kro­pek”. Pole­camy!

Screen Shot 2017-06-20 at 19.09.25

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE