fbpx
Kontynenty

W następ­nym nume­rze:

Klau­dia Jadwisz­czyk i Krzysz­tof Lewicki
Jako pierwsi na świe­cie pod­ję­li­śmy się podróży zimą za koło pod­bie­gu­nowe na rowe­rze tan­de­mie z dużą przy­czepką (w sumie ok. 400 kg) i potęż­nym psem. Prze­trwa­li­śmy pół roku podróży w eks­tre­mal­nych warun­kach. Wyprawę roz­po­czę­li­śmy na Ślą­sku, prze­mie­rzy­li­śmy całą Pol­skę, Litwę, Łotwę, Esto­nię, docie­ra­jąc pro­mem do Fin­lan­dii, którą prze­je­cha­li­śmy z połu­dnia na pół­noc i dalej, aż na Przy­lą­dek Pół­nocny w Nor­we­gii. Pięk­nymi fior­dami uda­li­śmy się na połu­dnie, by, idąc wzdłuż całej Szwe­cji, wró­cić osta­tecz­nie do Pol­ski. Pętla liczy pra­wie 8 tysięcy kilo­me­trów.

Elż­bieta Dzi­kow­ska
Kole­jowa droga przez prze­łęcz Tic­lio w peru­wiań­skich Andach jest obłęd­nie malow­ni­cza, to jedna z naj­pięk­niej­szych gór­skich tras na świe­cie. Kolo­rowe szczyty, nie­bie­skie jeziorka, w doli­nach osie­dla gór­ni­cze, a na tra­sie – wspi­na­ją­cej się na nie­bo­tyczną przed 120 laty wyso­kość 4818 m n.p.m. – tunele, mosty, wia­dukty. To dzieło Polaka, Erne­sta Mali­now­skiego. Mija wła­śnie 200 lat od jego uro­dzin. To dobra oka­zja, by przy­po­mnieć jego życie i osią­gnię­cia.

Miro­sław Banach

Prze­mie­rza­jąc Nową Gwi­neę w poszu­ki­wa­niu wie­dzy o rytu­al­nych rzeź­bach i maskach – skar­bach war­tych dziś nie­jed­no­krot­nie kro­cie – sta­łem się obser­wa­to­rem kłu­ją­cego w oczy zde­rze­nia kul­tu­ro­wego: nadzy, starsi Papu­asi, odziani jedy­nie w tra­dy­cyjne koteki, bie­gają zdez­o­rien­to­wani pośród mło­dych, ubra­nych w modne T-shirty. Kwin­te­sen­cja trwa­ją­cej zagłady.

Andrzej Mel­ler
Na Mau­ri­tiu­sie, w Port Louis, w każdy week­end odby­wają się nie­zwy­kle popu­larne wyścigi konne. Hipo­drom jest naj­star­szy na połu­dnio­wej pół­kuli i drugi na świe­cie. Mau­ry­tyj­czycy sta­wiają tu zakłady od początku XIX wieku. W płat­nych lożach i na otwar­tym Polu Mar­so­wym można spo­tkać cały prze­krój spo­łe­czeń­stwa wyspy: potom­ków czar­nych nie­wol­ni­ków z Afryki, Hin­du­sów z Pon­di­cherry oraz boga­czy o euro­pej­skich korze­niach. Wraz z foto­gra­fem Rad­kiem Pola­kiem byli­śmy tam w czerwcu.

Mag­da­lena Rit­ten­ho­use
Drew­niana maska – biała, pokryta lakie­rem ze sprosz­ko­wa­nych muszli ostryg – leży nieru- choma. Pła­ska, surowa, wyzuta z jakich­kol­wiek emo­cji. Ale nie jest mar­twa. Za kilka chwil – kiedy powie­trze prze­szyje ostry dźwięk fletu, a akto­rzy wejdą na scenę – obja­wione zostaną tajem­nice. Widzo­wie prze­nie­sieni zostaną do świata bóstw i umar­łych. I do wła­snego wnę­trza. W kul­tu­rze Zachodu maska służy zazwy­czaj temu, by coś ukryć lub zataić. W japoń­skim teatrze Noh – odwrot­nie  – ma pomóc w odkry­wa­niu tajem­nic; w oswa­ja­niu zagma­twa­nych myśli i uczuć, któ­rych na co dzień wolimy nie poru­szać.


Premiera we wrześniu 2018


 

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE