fbpx
Dzikowska

Tekst: Elż­bieta Dzi­kow­ska

Czter­dzie­ści lat temu i tro­chę wię­cej, kiedy pro­wa­dzi­łam dział Ame­ryki Łaciń­skiej w ówcze­snym mie­sięcz­niku „Kon­ty­nenty”, otrzy­ma­łam list od 16-let­niego ucznia z Elbląga. Zwie­rzał mi się, że pra­gnie roz­wią­zać zagadkę rongo-rongo, pisma z Wyspy Wiel­ka­noc­nej! Wie­rzyć – nie wie­rzyć, ale zro­bi­li­śmy z nim wywiad. I na tym nasze kon­takty się urwały. Pra­wie. Bo kiedy kilka lat temu amba­sada Peru popro­siła mnie, żebym wrę­czyła nagrodę auto­rowi książki o tym kraju, oka­zało się, że jest nim wła­śnie Roman War­szew­ski, ów młody czło­wiek, który  nie zanie­dbał swo­ich zain­te­re­so­wań i jego pasją stała się Ame­ryka Łaciń­ska.  O Peru zdą­żył już napi­sać kilka ksią­żek, odbył wiele cie­ka­wych wypraw po tym kraju, oże­nił się nawet z Peru­wianką.

I oto Roman War­szew­ski  zadzwo­nił do mnie w ubie­głym roku z pro­po­zy­cją napi­sa­nia książki. O mnie. Ależ skąd, odmó­wi­łam już kilka razy zosta­nia boha­terką wywia­dów rzek, zresztą sama – bywa –  piszę o sobie.

– A gdy­bym zor­ga­ni­zo­wał wyprawę do Vil­ca­bamby?

– Do Vil­ca­bamby…?

Ule­głam Roma­nowi.

Ostat­nia sto­lica Inków

Dla­czego Vil­ca­bamba jest taka ważna?

Wyja­śnił mi to prof. Edmundo Guil­lén, były sena­tor, w owym cza­sie rek­tor Uni­wer­sy­tetu im. Ricardo Palma w Limie, wykła­dowca na Uni­wer­sy­te­cie św. Marka, znany peru­wiań­ski histo­ryk. Wra­ca­łam wła­śnie z Mek­syku przez Peru, był rok 1975. – Musisz go koniecz­nie poznać – powie­działa Vic­to­ria Jara, z którą prze­pro­wa­dza­łam wywiad o jej odkry­ciach, zwłasz­cza moż­li­wo­ści odczy­ta­nia pisma zako­do­wa­nego w fasol­kach wyobra­ża­nych na tka­ni­nach z epoki Para­cas, więc 1500 lat p.n.e.

Umó­wiła mnie z Edmundo. Uczony wró­cił nie­dawno z Sewilli, gdzie w Głów­nym Archi­wum Indii zna­lazł wiele doku­men­tów zwią­za­nych z pod­bo­jem Vil­ca­bamby – ostat­niej sto­licy Inków, waż­nej szcze­gól­nie dla­tego, że zwy­cięzcy, czyli Hisz­pa­nie, uwa­żali, że pań­stwo Inków upa­dło wraz z poj­ma­niem w Caja­marce Ata- hualpy w 1532 r., zaś zwy­cię­żeni – Inko­wie, że dopiero wów­czas, kiedy 40 lat póź­niej, w 1572 r.,  Hisz­pa­nie zdo­byli ich ostat­nią sto­licę. Vil­ca­bambę.

Poszu­ki­wano tej Vil­ca­bamby już od XVIII w., wów­czas nad rzeką Apu­rímac, w Cho­qu­equ­irao, gdzie pro­wa­dzili bada­nia Peru­wiań­czycy i Fran­cuzi. Szu­kał tam nawet skar­bów – na początku XX stu­le­cia – pre­fekt pro­win­cji Apu­rímac.

W tym samym mniej wię­cej cza­sie, a dokład­nie w roku 1911, zafa­scy­no­wał się Vil­ca­bambą ame­ry­kań­ski odkrywca Hiram Bin­gham, który posta­no­wił do niej dotrzeć. I dotarł. Ale ruiny w Espi­ritu Pampa wydały mu się zbyt skromne na inka­ską sto­licę, nawet na wygna­niu, uznał więc, że było nią odkryte mie­siąc wcze­śniej Machu Pic­chu…


Fragment artykułu z Kontynentów 4/2017

KUP

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE