13.06.2017

Tupot mokrych stóp 

Tekst i zdję­cia:  Piotr Try­bal­ski

Żeby tu żyć, trzeba kombinować. Kubańczycy są mistrzami w tej konkurencji

FERNANDEZ

Ma 48 lat i pró­bo­wał ucie­kać trzy razy. I trzy razy mu się nie udało. Odpo­wied­nio wcze­śniej zja­wiali się pano­wie z Komi­tetu Obrony Rewo­lu­cji i mówili: Nie rób tego. Teraz Fer­nan­dez sie­dzi na murku w Bara­coa i patrzy spode łba. Trzy lata stra­cił w armii, w Hawa­nie. A potem było lecze­nie, schi­zo­fre­nia. – Cały czas mnie obser­wują. Chcą mnie wykoń­czyć, wiesz, ten stary z tym dru­gim – wypo­wia­da­jąc ostat­nie zda­nie, naj­pierw dotyka brody, a potem dwoma pal­cami ude­rza w miej­sce na pago­nach.

Fer­nan­dez mówi per­fek­cyj­nym angiel­skim, mieszka z ojcem w nie­bie­skim bloku tuż nad morzem. Widok ma jak w hotelu za tysiąc dola­rów! Do tego trzy pokoje, kuch­nię, pral­nię; sofę, stół, dwa fotele, dwa łóżka i tro­chę garn­ków. Nie ma za to żony, opu­ściła go w 1990 r. – Poszły szu­kać lep­szego życia. Bo matka też ode­szła, jak się zaczął głód, tak zwany okres spe­cjalny. Upadł Zwią­zek Sowiecki, a z nim Kuba, bene­fi­cjent brat­niej pomocy. Ludzie chu­dli wów­czas po dzie­sięć kilo, a z ulic znik­nęły psy. Teraz Fer­nan­dez ma 24 dolary mie­sięcz­nej renty i dalej jest chudy.

KRYSTIAN

– On jest stuk­nięty – mówi o Fer­nan­de­zie Kry­stian. – Uczy wszyst­kie kurwy w mie­ście angiel­skiego, wie­rzy, że w ten spo­sób łatwiej wyrwą się z wyspy, w ramio­nach jakie­goś bia­łasa. Kry­stian pocho­dzi z Brzegu, Kubę obrał za drugą ojczy­znę. Ma 41 lat i mieszka na wyspie od jede­na­stu, w Bara­coa od czte­rech. Jest foto­gra­fem. Codzien­nie wie­czo­rem wraz z kum­plami wystaje pod kościo­łem, nie­da­leko rzeźby Hatu­eya, „pierw­szego rewo­lu­cjo­ni­sty z cza­sów kon­kwi­sty”. Ten India­nin przy­pły­nął z Hispa­nioli, by ostrzec lokal­nych Indian przed Hisz­pa­nami. Spło­nął na sto­sie w 1512 r.

Kry­stian do poli­tyki się nie mie­sza. W grud­niu 2015 oże­nił się z lokalną pięk­no­ścią, tan­cerką. Kupił dom. Wsiąkł, trak­tują go jak swo­jego. Latem ucieka na Ibizę, jest vidże­jem w klu­bach. – Zara­biam tyle, że mogę skrom­nie miesz­kać tu, na Kubie. Bo ze zdjęć wyżyć się nie da. Śred­nia mie­sięczna płaca na wyspie to 584 peso (ok. 24 dola­rów). Żeby żyć, trzeba kom­bi­no­wać. Kubań­czycy są mistrzami w tej kon­ku­ren­cji.

TANIA

Kry­stian wska­zuje ładną Mulatkę. – Tania pra­cuje na trzy etaty – obja­śnia. Ma 26 lat, jest pie­lę­gniarką, po pracy jesz­cze jeden etat, a w domu ma chorą psy­chicz­nie matkę. Brak jej jed­nego zęba na prze­dzie, ale nie prze­szka­dza jej to wycho­dzić wie­czo­rem w mia­sto. – Sprze­daje swoje ciało tury­stom, jak wiele innych dziew­czyn – Kry­stian uważa, że tak jest i nikt nie robi z tego pro­blemu. A dziew­czyny nie są głu­pie, tylko zde­spe­ro­wane. – Wiele z nich ma stu­dia, poukła­dane w gło­wie. Jadą do Hawany, bo tam jest pie­niądz. Czę­sto lądują na dołku. Poli­cja ogra­ni­cza napływ ludzi ze wschod­nich pro­win­cji. Wymaga kart pobytu. Odsyła do domu. A one i tak wra­cają. W Hawa­nie pro­sty­tutka może zaro­bić 100 dola­rów dzien­nie. I nawet jeśli pra­cuje tylko raz w tygo­dniu – w porów­na­niu do pań­stwo­wej posady zara­bia for­tunę.


Fragment artykułu z Kontynentów 2/2017

KUP

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE