fbpx
Kobiela

Tekst i zdję­cia: Grze­gorz Kobiela

Joanna i śmierć

Jestem na cmen­ta­rzu w cen­trum Manili, zamie­rzam foto­gra­fo­wać ludzi, któ­rzy tu miesz­kają. Nie­da­leko pro­wi­zo­rycz­nego boiska do kosza (w samym cen­trum cmen­ta­rza) dostrze­gam namiot. W środku odbywa się stypa nad otwartą trumną z cia­łem zmar­łej osoby. Obok dzieci grają w kosza, w gumę, rado­śnie pod­ska­ku­jąc, doro­śli przy sto­łach grają w karty, jedzą to, co tu wcze­śniej ugo­to­wali.

Żałob­nicy witają mnie jak członka rodziny, pro­wa­dzą do trumny. Twarz zmar­łej jest mocno zde­for­mo­wana, ktoś bar­dzo się napra­co­wał, żeby zwłoki moż­li­wie dobrze się pre­zen­to­wały w trum­nie. Na wieku zdję­cie pięk­nej dziew­czyny w wieku około 25 lat.

– Co się stało? Wypa­dek?

– Nie, Joanna zgi­nęła w ope­ra­cji anty­nar­ko­ty­ko­wej.

– Była dile­rem?

– Nie, skąd! Ale była podej­rzana, więc przy­je­chali w nocy i ją zamor­do­wali.

ZAMORDOWALI? Jak? Gdzie?

– Ona tu miesz­kała, chodź, poka­żemy ci, gdzie zgi­nęła.

300 metrów dalej zatrzy­mu­jemy się przed dużym gro­bow­cem miesz­czą­cym osiem sar­ko­fa­gów.

– To tu. Miesz­kała na górze sar­ko­fagu po lewej stro­nie, zabili ją trzy metry dalej, na tym gru­zo­wi­sku. O, patrz, tu jesz­cze jest jej pro­teza zębowa.

– A więc żyła, zgi­nęła i zosta­nie pocho­wana na tym cmen­ta­rzu?

– No, z pochów­kiem to nie jest takie pewne. Pogrzeb jest drogi. A pań­stwo nie dotuje pogrze­bów ofiar wojny nar­ko­ty­ko­wej.

Joannę przed śmier­cią tor­tu­ro­wano. Przed­sta­wi­ciele prawa zła­mali jej oboj­czyk, chcieli wymu­sić zezna­nia, jed­nak dziew­czyna nic nie wie­działa. Nic też u niej nie zna­le­ziono. Potem ją wywle­kli z powro­tem na gru­zo­wi­sko i zastrze­lili. Trzy­na­ście strza­łów pro­sto w głowę. Za sek­cję zwłok i pogrzeb musi zapła­cić rodzina. Około 800 euro, ogromną sumę.

Joannę udało się pocho­wać po tygo­dniu. Rodzina pozo­stała z dłu­giem.

Tydzień póź­niej na tym samym cmen­ta­rzu znowu podobna histo­ria. W trum­nie młody męż­czy­zna o imie­niu Edu­ardo, 32 lata. Został porwany z domu w połu­dnie. Był tor­tu­ro­wany cały dzień, a następ­nie zabity czte­rema kulami w klatkę pier­siową. Rodzina zgło­siła jego zagi­nię­cie i roz­po­częła poszu­ki­wa­nia. Zwłoki oprawcy porzu­cili pod kost­nicą. Na pogrze­bie tylko zała­mana matka Edu­arda i przy­ja­ciele, czwórki dzieci i żony nie było. Dowie­dzia­łem się, że rodzina ukrywa się w oba­wie, że spo­tka ją taki sam los…


Fragment artykułu z Kontynentów 4/2017

KUP

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE