fbpx
Holi, Tomasz Fedor

Tekst i zdję­cia: Tomasz Fedor

Buch! Zie­lony! Bura na mano, holi he! Bach! Czer­wony! Bura na mano, holi he! Pac! Żółty! Bura na mano, holi he! I jestem już w kolo­rach tęczy. Bura na mano, holi he!

Jest holi, nie złość się”

Kolory spa­dają na mnie z każ­dej strony. Nie wiem dla­czego, ale wszyst­kie mie­szają się na ziemi i two­rzą biały dywan. Nie szary, nie bury, ale wła­śnie biały. W odróż­nie­niu od codzien­nej, zaku­rzo­nej, nie­wy­obra­żal­nie brud­nej indyj­skiej ulicy, niby zaśmie­cony kolo­rami, ale lśniący bielą.

Idę wąskimi ulicz­kami Wryn­da­wanu, mia­sta w indyj­skim sta­nie Uttar Pra­deś. To tu Kryszna spę­dził rado­sne dzie­ciń­stwo. Nie tylko tań­czył, ale rów­nież zaba­wiał się: przez mia­sto prze­pływa rzeka, a nad nią rosną drzewa.

Codzien­nie scho­dzą się pasterki z oko­licz­nych wio­sek, aby się wyką­pać. Wtedy ten psot­nik, Wielki Bóg milio­nów hin­du­sów, zabiera im wszyst­kie ubra­nia. Ubaw po pachy! Pasterki, wycho­dząc z kąpieli, nie mają się w co ubrać. Ale dziś nie ma czasu na reflek­sje, wspo­mi­na­nie histo­rii i roz­wa­ża­nia reli­gijne. Zbli­żam się do świą­tyni, w trak­cie święta, pod­czas któ­rego będzie się działo – musi się dziać! Pusta prze­strzeń dnia musi być zago­spo­da­ro­wana.

Prze­strzeń cza­sowa, zapa­chowa, wizu­alna, dźwię­kowa, każda. Nie ma miej­sca na pustkę.

I już kolory spa­dają z bal­ko­nów, dzieci bie­gają z pisto­le­tami z kolo­rową wodą. Tłum gęst­nieje, a uliczki robią się coraz cia­śniej­sze. Droga zmie­nia się w ulicę, ta w uliczkę. Prze­ci­skam się do świą­tyni. Co bar­dziej nie­cier­pliwi zdjęli już buty, idą na bosaka.

W tłu­mie głów­nie męż­czyźni, poje­dyn­cze kobiety. Nigdy samotne, zawsze z kimś.

Tłum mnie nie­sie. Nikt nie idzie w drugą stronę, pod prąd. Masa ludzi pnie się pod lek­kie wznie­sie­nie. Co drugi budy­nek to drzwi do haweli – sta­rych, boga­tych miesz­czań­skich kamie­nic, lub świą­tyni. Ale prze­cież dziś to się nie liczy. Histo­ria odcho­dzi w nie­pa­mięć.

Tu i teraz. Ten moment, ta sekunda.

Pod łukami stoją dzieci z kolo­ro­wymi prosz­kami: „Dawaj, rzu­cimy w niego, polej go wodą”, „Obco­kra­jo­wiec! Rzu­caj w niego”. Sto­imy. „W niego!” Bum! Kolejna garść proszku ląduje na mojej gło­wie. Tłum w uliczce zro­bił się tak gęsty…


Przeczytałeś fragment tekstu. Całość znajdziesz w najnowszym numerze, który kupisz  w naszym nowym sklepie:

sklep.magazynkontynenty.pl

Magazyn Kontynenty

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE