fbpx
Duchy we snie, Grzegorz Kapla

Tekst i zdję­cia: Grze­gorz Kapla

Kiedy wojow­nik wyj­muje z rzeki kamienne ostrze sie­kiery opa­nare, wkłada w to samo miej­sce inny kamień. Za pięć­set lat woda wygła­dzi go tak, że i on będzie ostrzem. Kiedy wojow­nik odcho­dzi do miej­sca dla duchów, kobiety z jego wsi odci­nają sobie opa­nare kawa­łek palca. A wojow­nik odcina bam­bu­so­wym ostrzem kawa­łek ucha. Zasadą jest, że kawa­łek mnie pło­nie z cia­łem tego, kogo kocham

Docie­ramy do prze­łę­czy.

Ścieżka roz­lewa się w pla­cek wydep­ta­nej ziemi. Gdzieś daleko w dole, za ple­cami, rzeka z hukiem pró­buje roze­drzeć świat na strzępy. Taka sama ścieżka spada stromo w dół, w zaro­śla innej, nie­zna­nej doliny. Doliny innej rzeki. Innych ple­mion. Innych świa­tów. Nie umiem ich nazwać. Więc nie umiem ich zro­zu­mieć. To cud, że umiem je zoba­czyć.

Cze­kam.

Lepiej nie wcho­dzić w drogę tym, któ­rych nie znasz. Yos – nasz tłu­macz i prze­wod­nik – i Roman przy­cho­dzą po kilku minu­tach. Potem kolejno nasi tra­ga­rze. Sie­dzimy na ziemi. Paruje z nas cie­pło.
– Czyja to zie­mia?
– Za nami to zie­mia Dani z doliny Baliem. Przed nami Dani Hupea, miesz­kań­ców gór. Na prawo, na zachód miesz­kają górale Ninia. Na pół­nocy, za kolejną prze­łę­czą są już zie­mie Yali – Yos ledwo pod­nosi rękę, żeby poka­zać kie­runki.
– Zej­dziemy teraz w dolinę Bugi. Za godzinę, dwie dotrzemy do Ugem.

Wtedy usiadł mię­dzy nami motyl.

Sądzi­łem, że będzie ich w Papui, jak w bra­zy­lij­skiej dżun­gli, po pro­stu bez liku. Ale nie spo­tka­łem dotąd żad­nego. Może nie ta pora roku. Może gór­skie łąki to dla motyli zbyt wysoko. Może nie lubią zapa­chu świń i ludzi, co nacie­rają ciała świń­skim tłusz­czem… Trzeba wsta­wać. Prze­cież pogrzeb będzie jesz­cze tego wie­czora… Mijamy wzgó­rze za wzgó­rzem. To boczne grzbiety opa­da­jące z zachod­niego masywu Jay­awi­jaya Range. Widać ich kil­ka­na­ście. Aż po zachmu­rzony hory­zont. Na nie­któ­rych, tych bli­żej nas, widać chaty. Cza­sem spo­mię­dzy drzew bły­śnie w oddali gro­te­skowo nachy­lone, pozba­wione krze­wów i drzew polowe lot­ni­sko. Kie­dyś samo­loty misjo­na­rzy były w tej czę­ści świata popu­larne jak wró­ble. Ale czas ewan­ge­li­za­cji minął. Teraz po wsiach sie­dzą dia­koni – wykształ­ceni przez misjo­na­rzy ich papu­ascy ucznio­wie.

Nikt nie zna real­nych danych, ale misjo­na­rze oce­niają, że 75 proc. Papu­asów to chrze­ści­ja­nie. 25 proc. pozo­staje przy wła­snych, ani­mi­stycz­nych wie­rze­niach. Do mecze­tów na wybrzeżu cho­dzą prze­sie­dleńcy z innych wysp Indo­ne­zji.  Wojow­nicy z Baliem nie widzą pro­blemu, żeby wiarę w duchy przod­ków łączyć z wiarą w Chry­stusa.

Kolejne prze­ła­ma­nie stoku. Dziko tu.


Przeczytałeś fragment tekstu. Całość znajdziesz w najnowszym numerze, który kupisz  w naszym nowym sklepie:

sklep.magazynkontynenty.pl

Magazyn Kontynenty

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE