fbpx
WWWBananyICytrusy

Lekka, łatwa i przy­jemna. Zaska­ku­jąca i nie­ba­nalna. Może z deli­kat­nymi euro­pej­skimi różo­wymi oku­la­rami na nosie. Może ciut kolo­nialna. Ale warta prze­czy­ta­nia. Pole­camy książkę Artura Maleka, “Banany i cytrusy, czyli leć do Afryki”. Pre­miera już 26 lutego! Poni­żej przed­sta­wiamy wam frag­ment wra­żeń z podróży na Czarny Ląd.

Dziś tniemy Indyka. Co to zna­czy? Ano to, że pły­niemy na Zan­zi­bar. Prom pruje fale Oce­anu Indyj­skiego, a ten zwany jest przez ludzi morza Indy­kiem. Miej­sca mamy w dru­giej kla­sie, czyli sie­dzimy, jak pra­wie wszy­scy, na zewnątrz. Huczy jak dia­bli, a na wiel­kim tele­bi­mie leci niemy film. Nie wie­dzia­łem, że afry­kań­scy muzuł­ma­nie lubią Flipa i Flapa. Tak się składa, że więk­szość pasa­że­rów to muzuł­mań­skie kobiety odziane w prze­piękne kolo­rowe stroje, wła­ści­wie wiel­kie chu­sty, zwane kanga. Co chwila zano­szą się śmie­chem, patrząc na ekran. Mogę powie­dzieć, że czuję się tro­chę jak w kinie. Wybór filmu to strzał w dzie­siątkę, jest taki hałas, że pusz­cze­nie filmu z dźwię­kiem byłoby nie­do­rzecz­no­ścią, nikt by nic nie usły­szał. Gdy kolejny tort ląduje na twa­rzy Oli­vera Hardy’ego, posta­na­wiam pokrę­cić się tro­chę z Asią przy bur­cie, poga­pić się na statki, sta­teczki, łodzie rybac­kie. Na lądzie lubię patrzeć przez okno auto­busu, czy pociągu na mijane kra­jo­brazy, drzewa, ludz­kie losy, dole i nie­dole zwie­rząt, na z wolna prze­su­wa­jący się wkoło świat. A na morzu? Oce­anie? Na co patrzeć? Jest tylko woda, niebo, cza­sem jakaś chmura, która nieco ożywi kra­jo­braz. Nawet ptak nie prze­leci, do jasnej cia­snej. Dobrze, że Kanał Zan­zi­bar­ski ma tylko kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów, podróż więc się nie dłuży. Gdy wra­camy na swoje miej­sca, oka­zuje się, że na tele­bi­mie poka­zują już następny film. Nie uwie­rzy­cie Pań­stwo, leci „The Gold Rush” („Gorączka złota”) z Char­lie Cha­pli­nem. Rów­nież niemy, nie­mal stu­letni film, któ­rego akcja odbywa się w mroź­nej sce­ne­rii pół­noc­nej Kanady. Tu, na statku, żar się z nieba leje, pot spływa po nie powiem czym, a na ekra­nie Cha­plin kuli się od mrozu i śniegu. Po chwili wygłod­niały, zde­spe­ro­wany pró­buje zjeść swój wła­sny but. Czarę absurdu dopeł­nia fakt, że więk­szość pasa­że­rów tego promu nigdy nie widziała śniegu i nie zaznała mrozu w swoim życiu…

Banany i cytrusy, czyli leć do Afryki”, Artur Malek, wydaw­nic­two Poli­graf 2018

Pre­miera 26 lutego 2018 r.

Książka z patro­na­tem Kon­ty­nen­tów

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE